„…ale to już było…”

Podsumowanie grudnia, czyli nad czym ostatnio płakałam

Mam w zwyczaju mówić, że nienawidzę czegoś, jeśli wzbudza to we mnie zbyt silne emocje. Taka forma obrony przed słabością.

Więc nienawidzę „Gladiatora”. Nienawidzę.

Nie muszę chyba pisać o tym filmie. Każde słowa będą zbędne.

Zanosiłam się w spazmach płaczem przez godzinę z drobnymi przerwami, po których wznawiałam ze zdwojoną ilością łez.

Nie mówmy o tym filmie.

Przyszło mi doczytać „Samotność w sieci”.

Siedziałam na łóżku przy współlokatorkach, a łzy kapały mi regularnie przez 10 ostatnich stron.

Januszu Leonie Wiśniewski – nienawidzę Cię. Nie martw się, w przypadku pisarzy nie ma większego komplementu. To nawet więcej, niż gdybym powiedziała, że Cię kocham.

Płakałam jeszcze kilka dni temu. Po świętach spędzony w cudzym domu pojechałam do skłóconych z moją samotną matką teściów owej, a właściwie do mojego domu.

Płakałam w niebieskiej toalecie na myśl o powrocie do obcego mi prawie mieszkania.

Po latach dzieciństwa tak bardzo chciałam być w domu. Tak po prostu.

Wyrzuciłam z siebie miniony miesiąc. Prawie.

Nie zawsze płaczę, kiedy umieram z bólu.

Czasami po prostu trzęsę się z nerwów i nie mam siły płakać nad beznadziejnością losu.

Właśnie przecięłam się w pół i odsłoniłam miękkie tkanki wnętrza na świat.

Pewnie zaraz ktoś mnie zauważy, skrzywdzi chłodem i znów będę płakać.

Życzcie mi łez ze wzruszeń.

Odpowiedz

 

 

 

Możesz użyć tych znaczników HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>