O ile wydłubywanie mięsa z gyrosa było do zniesienia, to jedzenie suchych ziemniaków, marchewki i jakiejś surówki na obiad było dość dziwne… Daję radę. Zero mięsa i słodyczy. Nie ma to jak nie złamać się pierwszego dnia.
Mamusia bez krępacji wyrażała wątpliwość względem mojego samozaparcia.
Jak można we mnie nie wierzyć? Powiedziałam sobie, że pójdę do najlepszej szkoły w województwie, że zamieszkam w internacie i już pół roku pięknie mi się tu wiedzie.
W tym wieku nie przychodzą mi już chyba do głowy dziwne kaprysy.
Trzeba traktować swoją osobę poważnie. Jeśli nie ja, to już nikt mnie tak nie potraktuje, prawda?
Czas wziąć się za inne postanowienia.
Książka sama się nie napisze.
Życzcie mi samozaparcia i natchnienia.
