Po drobnym referendum przeprowadzonym wśród znajomych stwierdzić mogę, że to postanowione – robię sobie dredy.
W najbliższym czasie ludzie zaczną mnie postrzegać jako słuchającą reggae, niedomytą buntowniczkę. Może być ciekawie.
Nijak stereotypy mają się do mojej osoby i – podejrzewam – do innych posiadaczy dredów. Osobiście słucham rocka, głównie cięższego, nie zdarza mi się opuszczać internatu bez prysznicu, a buntować nie mam się przeciw czemu, bo system nie ma na mnie sposobu.
Jeśli więc rzuci się wam kiedyś w oczy dziewczyna na obcasach, z dredami i dużymi oldschoolowymi słuchawkami, z których bić będzie muzyka Iron Maiden, Pink Floyd, Linkin Park, System Of A Down lub w rzadkich przypadkach 30 Seconds To Mark czy Kings Of Leon – to pewnie mogę być ja.
Do wszystkich kochających reggae posiadaczy „macek” – wybaczcie, że taki odmieniec wykrada wam tak charakterystyczny symbol. Nie mam solidnego usprawiedliwienia, po prostu uważam takie włosy za coś wartego uwagi, przemawiającego do mnie bardziej niż muzyka z nimi kojarzona.
Chyba jestem dość złożoną osobą…
Ciesząc oczy obrazami Renoira, czytając wiersze Asnyka z muzyką Linkin Parku w tle, będę już niedługo wplatać różne ozdóbki w permanentne warkoczyki.
Życzcie mi wytrwałości, kiedy znajomi i znajomi znajomych dorwą się do splatania moich gęstych, ciemnobrązowych pukli włosów.

Czytając o tym, jak to system nie ma na Ciebie sposobu uśmiecham się do wspomnień – sam tak myślałem lata temu, tak myśleli hippies, tak myślą młodzi metalowcy, skate, punki i wszyscy przedstawiciele subkultur, głównie młodzieżowych. W końcu rozejrzycie się dookoła i zrozumiecie, że to Wy nie macie nic na system, jesteście mimowolnie (w mniejszym bądź większym stopniu) zniewoleni. Skoro myślisz, że w ogóle jesteś poza nim, rozumiem, że Ty jesteś w większym. Ale to Twoje prawo do młodości – nie obrażaj się, to nie przytyk, tylko spostrzeżenie. Sam mam pewnie ledwie kilka lat więcej, tylko po prostu zawsze chciałem wszystko zrozumieć trochę wcześniej niż rówieśnicy
Nieważne z resztą. Co do dredów – osobiście nie przepadam, ale zdarza się tak, że kobiety potrafią w nich wyglądać szalenie atrakcyjnie. Tzn. moja znajoma ze studiów nosi dredy, ma nawalone na włosy mnóstwo kiczowatych kolorów do tego, kolczyki umiejscowione tak, że normalnie byłoby to już niemal niesmaczne, ale dzięki kocim oczom i prześlicznej twarzy, wszystko zaczyna współgrać i jest naprawdę piękna.
Na koniec tylko zgłaszam oficjalny protest wobec stawiania Iron Maiden w tak niepochlebnym dla tych sześciu dżentelmenów z Londynu towarzystwie!
Pozdrawiam.
System jest paskudny i pewnie mimochodem pewnie jakoś daję się mu kierować, ale patrząc na moje lokatorki, w pierwszej klasie liceum kujące z myślą o maturze i studiach, to jestem niesamowicie wolna.
Nie jestem poza systemem, bo wydaje mi się, że stawiam mu dzielnie opór. Tak się nie da. Generalnie nie traktuję mojego życia jako serię zadań do wykonania, które oceniać będzie wywierające na mnie społeczeństwo.
Tak, tak, liceum, studia, moja bajka wygląda bardzo prozaicznie, ale widzę w tym trochę więcej niż moje biedne owieczki z łóżek obok. Robię to dla osobistego rozwoju, dla doskonalenia swoich umiejętności, a zaistnieć chcę nie jako księgowa, ale jako osoba wnosząca wkład w kulturę i świadomość otoczenia.
Przecież system nie lubi jednostek.
Strasznie przepraszam za takie towarzystwo dla Iron Maiden, ale słucham na tyle różnorodnej muzyki, że przedstawiłam tylko zespoły reprezentacyjne dla danych nurtów