Z ust I. padło dzisiaj po wyjściu O. z pokoju stwierdzenie, że jest ona tępa i że dziewczyna w wieku 18 lat powinna być bardziej ogarnięta.
Płakać mi się chce, gdy myślę o tym stworzeniu. Otóż moje I. i D. po powrocie ze szkoły siadają przy książkach i… i tak już siedzą do wieczora. Robią w pewnych momentach rzeczy na wskroś dziecinne i bezsensowne, jak bieganie po internacie w kocu i spodniach z Hello Kitty, ale już nie wiem co jest gorsze.
Na dobrą sprawę nie mają życia towarzyskiego w tym cudnym mieście. Opuszczają budynek internatu tylko w celu udania się do szkoły bądź sklepu. Gdzie tu rozwijać ma się kultura?
I. przy O. podlizuje jej się bezustannie, a jednocześnie kpi z niej za plecami.
Gdybym chociaż odrobinę przejmowała się jej osobą, bałabym się pomyśleć co dzieje się za MOIMI plecami.
Spytam otwarcie – czy średnia w okolicy 4 w renomowanym liceum, do jakiego przyszło mi chodzić jest zadowalająca? Patrząc na długość mojej nauki, ilość moich spotkań z bardzo, BARDZO barwnymi ludźmi i ogólne życie wewnętrzne prowadzone w najpiękniejszych miejscach miasta – średnia jest cudowna i śmiem przypuszczać, iż bardzo zbliżona do średniej I. czy D.
Czy to naprawdę jest życie? Takie siedzenie przy książkach, żeby siedzieć przy książkach, a potem siedzieć przy papierach? Tylko nie przy literaturze – przy podręcznikach do liceum, na studia, a później przy jakichś śmiesznych dokumentach zalewających każde biuro. Ja dziękuję.
O ile pełniejsze wydaje mi się moje bytowanie wśród literatury pięknej, pełnej doskonałego stylu, który przetwarzam i wykorzystuję w moim amatorskim dziele, jakim jest wychodząca spod mojej ręki drobnymi kroczkami książka.
O ile dźwięczniejsze jest moje życie wśród poezji, której I. nawet nie potrafi zrozumieć.
O ile mocniej błyszczą moje oczy, kiedy widzę niepowtarzalne piękno otaczającego mnie świata, w którym I. widzi tylko szarość i brud.
Za dużo patosu, zbyt podniosły styl…
Dziś nie życzcie mi niczego
Życzcie I. lepszego, bo pełniejszego życia.

Powiem tak: siedzenie przy książkach, papierach biurowych nie jest bezsensowne i nie wyklucza prowadzenia życia ciekawego i barwnego. Osobiście bardzo dużo czasu spędzam przy książkach, takie uroki studiów dziennikarstwa muzycznego, w szkole nie siedziałem, efekty było od razu widać: oceny w trakcie nauki mierne, matura zdana koncertowo – to pokazuje, ile tak naprawdę przydatnych rzeczy uczy się człowiek w szkole.
Wcześniej widziałem postanowienie Twoje, jakie oceny zamierzasz zdobyć: imponujące, więc jednak ma to dla Ciebie znaczenie. Osoby wymienione, jeśli nie robią faktycznie nic innego, są nieszczęśliwe. Tak nieszczęśliwe, że nawet o tym nie wiedzą. To bardzo przykre. Ale podejrzewam, że będzie im się w końcu żyło łatwiej niestety (niestety, to wyraz mojej zazdrości).
Od razu też będę bronił ślęczenia przy papierach biurowych – też muszę, pracuję bowiem w banku (tak się jakoś udało niedoświadczonemu gówniarzowi) i cholera z bólem przyznaję, że warto to wszystko wiedzieć. Na własny użytek. Ułatwia mi to życie bardzo, więcej wiem, mniej się daję wciągnąć w gierki.
A oprócz tego piję, palę, koncertuję, wyjeżdżam, wracam, gram w kosza, gram w tenisa, gram w siatkówkę, jeżdżę samochodem, zwiedzam piękne miasto W. (nie mam na myśli Warszawy), czytam, piszę, słucham, mówię. I nie brakuje mi czasu. No, może na sen
Pozdrawiam.
Nie mówię o książkach wnoszących coś do życia człowieka, bo stanowią one istotny element kulturowy. Na studiach masz już to, czego dokładnie chciałeś, a nie jak w takim LO wszystko o wszystkim i o niczym w 20 podręcznikach.
Mam do czynienia z ludźmi, dla których oceny są wyznacznikiem wartości i inteligencji człowieka, a że rodziny się nie wybiera, to żeby nie słuchać jęków babciciociciocimatki mam zamiar wypełnić w jak największym stopniu postanowienia.
Żadna praca nie hańbi mówią, ale siedzenie przy rachunkach, fakturach i umowach nie jest szczytem moich marzeń ani celem życiowym. Gratuluję szczerze pracy w banku, ale ja nigdy bym się w takiej na stałe nie dała usidlić.
Czyżbyś prowadził tak przyjemny żywot w moim ukochanym Wrocławiu?
Wysypiaj się czasem.
Może i we Wrocławiu. Nieważne. W każdym razie wierz mi, praca w banku potrafi być świetna – np. ja kompletnie nic nie robię, czytam sobie książki, od czasu do czasu kiwnę palcem i jeszcze mi za to płacą – bosko.
Nic tylko zazdrościć…